Jeremy Lin - objawienie sezonu

Jeremy Lin, młody, pełen energii, niezłomny, stał się tematem numer jeden na wszystkich portalach koszykarskich. W czym tkwi jego fenomen? ESPN, YouTube, Tweeter, NBA.com, wszyscy o nim piszą, podziwiają i co najlepsze cofają swoje wcześniejsze osądy na jego temat.

Lin, ma dopiero 23 lata i jest pierwszym  Amerykańskim Azjatą w NBA. W zawodowej koszykówce nie było mu łatwo. Żaden zespół nie chciał zaufać chudziutkiemu, niskiemu Azjacie. Nie był wybierany w żadnym drafcie. Miał problemy z dostaniem się do szkoły. Większość z nich "nie była zainteresowana" albo tak jak Stanford byli "fałszywie zainteresowani", a udowodnili to podczas spotkania nazywając go "Ron". Oczywiście na uczelnię się nie dostał. Ostatecznie trafił do Harvardu, gdzie wywalczył swoją pozycję w drużynie. Po ukończeniu Harvardu, choć zgodnie z założeniami nikt mu nie dawał szans w NBA, pojechał na obóz Warriors, z którego został pierwszego dnia zwolniony, bo stereotyp amerykańskiego Azjaty wziął górę. Po wizycie w Warriors rozegrał kilka meczów w NBADL i wtedy stało się to o czym marzył od zawsze- NY Knicks powołali go i dali mu możliwość zagrania kilku minut na parkiecie. Odpłacił się tym, co widzimy teraz. Jest świetnym graczem, szybkim, myślącym o niesamowitym koźle i crossoverze. Piękne jest to, że tak mało ludzi w niego wierzyło a tak wielu go podziwia.

Jego mecze w barwach Knicks są poezją. Z każdym następnym gra coraz lepiej, zdobywając coraz więcej punktów i rozdając coraz więcej piłek kolegom z drużyny. W dzisiejszym spotkaniu z Lakers to on pogrążył "Jeziorowców" zdobywając 38 punktów!!!

Jego historia jest idealnym przykładem tego, że gra jest nieprzewidywalna, a sport to sztuka, w której są rzemieślnicy ale również artyści, do których Lin się właśnie zalicza. W meczu przeciwko LA w Madison Square Garden nie było wolnego miejsca. Hala wyglądała jakby był to mecz playoff. Nie było to za sprawą Kobe czy Gasol'a ale za sprawą młodego Azjaty, który podbił serca kibiców na całym świecie.

Dla Knicks to objawienie i strzał w "10", bo bez Carmelo Anthony i Amare Stoudemire'a, Lin prowadzi grę, robi show i jego drużyna wygrała czwarty mecz z rzędu.

Ta historia jest jak z bajki, bo przedstawia człowieka, który siłą charakteru (przypomnijmy, że Lin nie miał swojego lokum po odrzuceniu przez Warriors i Rockets i był zmuszony spać na kanapie swojego brata z drużyny Landry Field'a) wywalczył pozycję, stworzył wizerunek i co najważniejsze udowodnił wszystkim, że stereotypy są po to aby je obalać.

Dołącz do nas!

Archiwum artykułów
June 2015
Mon Tue Wed Thu Fri Sat Sun
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5

Odwiedza nas 439 gości oraz 0 użytkowników.

Copyright © 2015 @ 4Basket.pl. All Rights Reserved. 4Basket.pl nie jest właścicielem zdjęć, filmów oraz Memes wykorzystanych w serwisie. Nazwa i logo The National Basketball Association ("NBA") jak również nazwy i loga drużyn są własnością NBA Properties, Inc. oraz oficjalnych drużyn NBA. Serwis 4Basket.pl wykorzystuje je tylko i wyłącznie w celach informacyjnych, niekomercyjnych zgodnie z prawem. Kopiowanie, rozpowszechnianie materiałów 4Basket.pl jest zabronione.